Jak to ostatnio mamy w zwyczaju, bo i ku temu jest pewien kudłaty powód, od połowy tygodnia aż do poniedziałku spędzaliśmy czas w Gorcach. Pogoda była w kratkę i to raczej tę szkocką, lecz na spacery w sam raz, a w niedzielę akurat idealna na świętowanie we dwoje 🙂 Niby miała to być niespodzianka, lecz czytamy sobie w myślach i od razu wiedziałem, gdzie zaprasza mnie MŻ.

Dla mnie jezioro, a konkretnie to jezioro, to spory kawał mojego życia, masa wspomnień, a i z MŻ nie raz już się tam zapuszczaliśmy, więc obiad, skądinąd pyszny był tylko miłym dodatkiem.
Pożegnanie lata
Przez poranne słońce
dachy oświetlone,
choć kij ma dwa końce,
lato już skończone.
Na jeziorze słońca
rękojmia spokoju,
dzień oplatająca
u wrót szczęścia zdroju.
Światło, jak brokatem
obsypało fale,
czas się żegnać z latem
melancholii szalem.
Wizyta promieni
ziszcza dopełnienie
złota i czerwieni
płochliwe natchnienie.
Paląca potrzeba
urealnić szkice,
w oczach pełnych nieba
drżące obietnice.
Nad słońca jeziorem,
ponad rządzy kładką,
wzbijam metaforę,
wspomnienia pułapką.
21.09.2017
Tytuł wiersza co prawda odbiega od okoliczności, chociaż jezioro mieniło się w słońca odcieniach, by nagle zmarszczyć się burzą. Burza jest zjawiskiem punktowym, więc trafiliśmy w punkt.

Ciesząc oczy objechaliśmy jezioro dookoła i przez Łososinę, Laskową, Limanową i Mszanę Górną wróciliśmy do siebie. Tu entuzjastycznie i tak, jak tylko psy potrafią powitał nas nasz kudłaty przyjaciel, więc spacer był rzeczą obligatoryjną 🙂
Połknięte lektury: Vincnt V. Sewerski „Odwet”; Jakub Małecki „Korowód”.