Odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, iż dłużej, niż długo mnie tu nie było 🙁 Powody, jak zawsze obiektywne, a pomiędzy nimi te zgoła inne, czyli skupienie się na ogromie ważnych rzeczy i okoliczności.
W życiu różne są „teatry”, a więc różne przedstawienia, jest czas, kiedy wolę Tatry, jest czas w piłce zatracenia 😀
O tym w dużej mierze ma być ten wpis i kto może, niech trzyma kciuki, by nie zakończył się na mało imponującym laniu wody. Po miesięcznym pobycie pod Tatrami był czas, aby zatęsknić za domem z MŻ, szalejącą wiosną z pięknie kwitnącymi forsycjami i za kudłatym nie do końca hobbitem.
Rozedrganie
Tryby czasu się kręcą,
cisza gra swą muzykę,
świat zdobiony jest tęczą,
miękką ma dynamikę.
Pamięć wspiera co dobre,
a co gorsze wypiera,
sprytem przewyższa kobrę,
siłą ściga ogiera.
Postrzępione krawędzie,
ogrodzenia rozchwiane,
coś co było, co będzie,
w gwiazdach jest zapisane.
Rozedrgany poranek,
niebo tak piegowate,
na forsycji kaganek
zgaśnie z nocy brokatem.
08.04.2025
Hmm, ok nie będę hipokrytą, za Wisłą też tęskniłem. Spróbuję w miarę trzymać się chronologii.
Po powrocie czekały bilety do Teatru Słowackiego na spektakl pt. „Debil”
Kilka słów o przedstawieniu: po innych odbiorcach dało się dostrzec, że niestety o wielu sprawach być może usłyszeli po raz pierwszy, jak dla nas, „siedzących wewnątrz”, niewiele zaskoczenia, lecz kiedy o czymś się nie mówi, to czasami warto nawet to wykrzyczeć… Dobrze by było mieć świadomość, że świat takim, jakim my go postrzegamy dla osób z ograniczeniami m. in. umysłowymi, zapewne nie jest tak zero-jedynkowy, czy przez to łatwiejszy? Nie mam pojęcia, za to w pełni wiem, że mam za co i komu dziękować mogąc odbierać go inaczej.
Po teatrze przyszedł czas na „obniżenie” lotów i nieuczciwą „grę w kości” w postaci wyjazdowego meczu Wisły do Bytomia. Aż dziw bierze, że kiedy z tą samą Polonią mierzyliśmy się przy Reymonta byłem autentycznie zachwycony sposobem gry, pomysłowością i elegancją drużyny ze Śląska. Mecz rewanżowy zaniżył standardy, a arbiter był jak ślepy koń na Wielkiej Pardubickiej i nie widział przeszkód 🙁
W kolejnym tygodniu teatralny creme de la creme i po raz kolejny w Teatrze Słowackiego, przedstawienie pt. „1989”. Tak opowiedzieć, zagrać i zaśpiewać historię, to jest sztuka przez wielkie „S” – większe niż sport.
W chronologii było kibicowsko – piłkarskie święto na Stadionie Śląskim i pierwotnie miałem w nim uczestniczyć, ostatecznie odbyło się beze mnie, a i tak rekord frekwencji został pobity i tak zwany „mecz mistrzów” zgromadził większą publikę nawet od derbów Liverpoolu. My zaś, na wpół spontanicznie, wyskoczyliśmy w Gorce i było warto, nie tylko dla takich widoków:
W tak zwanym międzyczasie na nowo zacząłem stacjonarną rehabilitację, a że po Zakopanym poza kondycją pozostała mi też dolegliwość bólowa, to dobrze się stało, że była i jest okazja tu na dobre ją zażegnać.
Nie zamierzam ściemniać i uprawiać taniej obłudy: ta wiosna mocno ukierunkowana jest (choć szczęśliwie od zeszłego weekendu – była) na odliczanie. I tak pełen stadion przy Reymonta miał wielki apetyt i wiarę w to, że awans zapewnimy sobie w meczu z Puszczą Niepołomice, lecz trochę zabrakło 🙁
Majówka 😀
I jak majówka, to Karol i urodzinowy grill oraz leśne szaleństwa na spacerze z Bilbem 🙂 Pogoda w porę się ogarnęła, więc na koniec było gorąco, czyli poniekąd trochę tak, jak w Rzeszowie.
Stara maksyma mówi, że zwycięzców się nie sądzi, a my po meczu w Rzeszowie jednak osądziliśmy, że Ekstraklasa jest nasza, pozostaje postawić kropkę nad i. Wyczekiwaną kropkę postawiliśmy w meczu z Głogowem i po czterech latach MAMY TO 😀 😀 😀
Uchylę tutaj sportowo-rodzinnych kulisów, bo w piątek wielkie święto: Wisła z awansem, w sobotę u nas tata cały w skowronkach, bo jego Warta Zawiercie z tytułem mistrzowskim w Plus Lidze, a na deser Katalonia, El Clasico i tytuł dla Barcelony 🙂 🙂 🙂 Prawda, że pięknie? 😀
Połknięte lektury: Philippa Gregory „Mokradła”; Carlos Ruis Zafon „Labirynt duchów” cz. 1 i 2; Kira Zielińska „Wszystkie nasze poplątane ścieżki”; Katarzyna Rupiewicz „Świat w pudełku”; John Steinbeck „Grona gniewu”; Jacek Dukaj „Extensa”