Dawno temu byliśmy z MŻ w Barcelonie, co więcej byliśmy zachwyceni i obiecaliśmy sobie, że jeszcze tam wrócimy. Innymi słowy, cytując Zbigniewa Wodeckiego: „lubię wracać tam gdzie byłem już”. Co prawda zakusów na stolicę Katalonii było już kilka, lecz z takich, czy innych powodów nie wyszło z nich nic 🙁 Jakoś tak na wiosnę tata zaczął „wiercić dziurę w brzuchu”, że może udałoby się do tej Barcelony i to jeszcze póki w jej składzie są Polacy 🙂 Tato, dzięki, udało się 😀 😀 😀
Z pobytu przed wieloma laty miałem namiary na Pawła, u którego nocowaliśmy, więc logistycznie nie była to najtrudniejsza z podróży. Od dawna mieliśmy kupione bilety lotnicze i tylko ciągle nie było jeszcze w sprzedaży biletów na mecz, a Paweł jako Socio FCB wydzwaniał po wielokroć do klubu i za każdym razem słyszał: biletów jeszcze nie ma, bo nie tracą nadziei, że uda się mecz rozegrać na Camp Nou. I jak to mówią „szczęście sprzyja lepszym” lub, jak kto woli „głupi to ma szczęście”, ale nam się udało. Atmosfera była świetna, pogoda tego dnia też, to znaczy uściślając: piękne słońce, choć wiatr z kategorii tych chłodniejszych. O ile z naszej perspektywy na samym stadionie dużo zmian nie było, głównie kosmetycznych, to jeśli chodzi o otoczenie stadionu – zmieniło się znacznie, a to jeszcze nie koniec 🙂

Powracając do meritum: dane nam było być na otwarciu odnowionego stadionu FCB, mało tego to Robert Lewandowski strzelił pierwszego gola i to akurat na bramkę za która siedzieliśmy 😀 Czy obyło się bez wzruszeń? Oczywiście, że nie, ale ten typ już tak ma. Barcelona wygrała z Bilbao 4-0, a my chyba po raz kolejny możemy powiedzieć, że marzenia są tam, gdzie chcemy je widzieć i do nich zmierzać 😀
Tak, jak pisałem nie był to pierwszy pobyt w stolicy Katalonii, ale kilka rzeczy udało się obejrzeć po raz pierwszy, między innymi Casa Vicens autorstwa Gaudiego (https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Gaud%C3%AD_-_Casa_Vicens.JPG), czy inną architektoniczną perełkę, jaką jest Pałac Muzyki Katalońskiej (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_Muzyki_Katalo%C5%84skiej#/media/Plik:Palau_de_la_M%C3%BAsica_Catalana_(51584434636).jpg) i Łuk Triumfalny istnieniu którego nie miałem zielonego pojęcia https://lh3.googleusercontent.com/gps-cs-s/AG0ilSwZMXpNKpzvt2Di9CP5FhDQSDKfomrqQoSkSVTseWO7IhVWvPfXwQnawLc65G7z_5AIq5funtUeWy-NrA3_7RBnWA1P9UjFb2qeOpllQeKd7JtBY-c8AiflHWea9SwtikfYrHVb=s1360-w1360-h1020-rw
Nieopodal rzeczonego łuku znajduje się wprost bajeczny park z jeszcze bajeczniejszą roślinnością i nie tylko. Dość powiedzieć, że ten obiekt daleko zostawia w tyle tak podziwiany przez wielu madrycki park Retiro.

Oprócz tego, jak chyba każdy turysta w Barcelonie obejrzeliśmy Sagradę Familię zarówno za dnia, jak i nocą, Casa Mila i Casa Batllo,
https://pl.wikipedia.org/wiki/Casa_Batll%C3%B3#/media/Plik:Gaudi-Batllo-0279ret.jpg
katedrę
plac Reial, Barcelonetę i tradycyjnie La Rambla. Tutaj spotkało mnie duże zaskoczenie, bo niemal na jej nadmorskim końcu oficjalny Fan shop pewnego klubu z Madrytu.
Połknięte lektury: Sylwia Skuza „Tylko nie Podlasie”, Jakub Małecki „Obiekty głębokiego nieba”, Janusz L. Wiśniewski „Grand”, Harlan Coben „Jedyna szansa”