25 marca 2026 Wszędzie dobrze, ale…

Z kalendarza wynika, iż w Zakopanym zastała nas tam wiosna i zaiste tak też było. Inna sprawa, że okazji do kosztowania uroków pobytu poza murami szpitalnymi, to niemal nie było. Takie jednak już „zbójeckie prawo”, że opuszczając jego mury pacjenci odpowiadają sami za siebie, i dobrze.

Nadużywać „samowolki” nie było potrzeby, toteż jednorazowe posmakowanie wolności, gofra i serków góralskich wystarczyło na cały pobyt 🙂 Co zaś do samego pobytu: śmiało mogę powiedzieć, że zaskakująco dobrze i miło było móc się przekonać, że po takim czasie niejeden raz byłem w stanie pobijać (a nawet podwajać) moje małe rekordy w chodzeniu o balkoniku 🙂 🙂 🙂

Strachy na lachy

Pora już noc tą zmywać

i z dniem ruszać do boju

nie ma sensu tu gdybać

co znów czeka w chwil roju.

Wszechświat wysyła znaki

na czym warto się skupić

w które wbić się “chodaki”

żeby się nie wygłupić.

Między ludźmi w slalomie,

byle dalej do przodu,

w Supermena “welonie”

dzień wydusić do spodu.

Kończynami wymachy

w pionie oraz poziomie

żadne strachu na lachy

by pochwalić się Żonie.

Serce niechaj zadudni

migotaniem przedsionków,

noc mnie ciągnie do studni,

kopiuj, wklej od początku.

Świtu drapiąc ceratę,

jak na wystrzał startera,

nowy dzień ma erratę,

miło tak móc od zera…

 09.03.2026

Inne parametry, zakresy itd. też na plus. Oprócz ćwiczeń nadarzyła się okazja do poznania świetnych ludzi, zarówno z gór, jak i z głębi Polski. Wielkie dzięki, bo było ciekawiej, weselej i wzajemnie się dopingowaliśmy, nie tylko do ćwiczenia. Podskórnie czuję, że ten wpis poniekąd jest o wszystkim i o niczym, więc skupię się wokół tytułu. Z dawna była zapowiedź, iż odbierze nas MŻ oraz Bilbo i tak też się stało… choć nie do końca 🙂 Towarzyszył im tajemniczy pasażer, nie do końca na gapę i słowo daję, wielu osób mógłbym się spodziewać, ale nie mojego Damiana, który przyjechał po nas do Zakopanego 🙂 No i cóż, że ze Szwecji, ważne, że w Zakopanym 🙂 🙂 🙂 Po takiej niespodziance uścisków i śmiechów rzecz jasna było mnóstwo, ale wszystkim chciało się już do domu. Obraliśmy kurs na Chochołów, z godzinnym postojem w Dolinie, tam obiad oraz nacieszenie oczu krokusami i ostatecznie: go home 🙂

Jakże miło było móc zaprosić Damiana do nas, a potem jeszcze dwukrotnie to powtórzyć 🙂 🙂 🙂

Dom, jak wiadomo, niejedno ma imię, toteż święta połowicznie spędziliśmy u rodziców.

Na zakończenie udanych świąt pojawiłem się tam, gdzie czuję się jak w domu:

Połknięte lektury: Przemysław Żarski „Gabinet luster”; David Lagercrantz i Zlatan Ibrahimovic „Ja, Ibra”, Knut Hamsun „Włóczęgi”; J.K. Rowling „Harry Potter i komnata tajemnic”

Dodaj komentarz