Byle do wiosny!

Poniższy wpis de facto stanowi kontynuację, a zarazem rozszerzenie poprzedniego 🙂 Odkąd Kraków zasypało, to mój umysł, niczym małe kółeczka mojego wózka, jest oklejony tym białym czymś i częściej buksuje 🙁 Żeby o tym białym nie mówić tylko w czarnych barwach, to mam na przykład dowód na to, że yeti istnieje:

Pewnie to nie jest wyjątek potwierdzający regułę, ale jednak dowód, że zima może ma sens? Skoro mowa o tych, którym zima nie straszna, to 08 stycznia z MŻ byliśmy na kameralnym, nastrojowym i przenoszącym w czasie koncercie Wilków.

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid0GEMXEerCTGYbo86ve9mN8UVqvUuR7MeP15c74NevpZWjodjq7auEt5ir2iAGrVMLl&id=100001080338679

Zanim jednak było nam dane nacieszyć uszy, to ogrom wymyślanych na godzinę (choć pod nosem) epitetów, był wprost proporcjonalny do tempa mojego wózka elektrycznego, brnącego przez epokę lodowcową. W tym czasie jeszcze jeździłem na rehabilitację i w tym to białe też nie pomagało. Pod koniec stycznia, kiedy świat z wolna zaczął przypominać ten mi znajomy, byliśmy na kolejnym styczniowym koncercie, w Tauron Arenie, o jakże koncyliacyjnym tytule: „Zadzwońcie po milicję”.

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid0ZaqPASVAJn1ewtou5maY8T2257M4zFbxFAvnJcwKRADMth5qDPCQhNsNpxbqPPpWl&id=100001080338679

Wiele znanych zespołów, a te mi najbliższe muzycznie i wokalnie, były jak wino: im starsze tym lepsze. Żebym nie wyszedł na malkontenta, którym się nie czuję, na koniec wpisu pochwalę się: tomik numer XIV został oddany do druku i powiedzieć, że się cieszę, to jakby nic nie powiedzieć 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

Połknięte lektury: Bartosz Szczygielski „Nie chcesz wiedzieć”, Stephen King „Historia Lisey”, Robert Małecki „Koszmary zasną ostatnie”.

Dodaj komentarz